Dramat w trzech aktach czyli jak wam się podoba

b5-610x449

Akt I

16 listopada 2015 r. prezydent Andrzej Duda ułaskawia Mariusza Kamińskiego, nieprawomocnie skazanego za przekroczenie uprawnień, byłego szefa CBA. W komunikacie i w późniejszych wystąpieniach, wobec protestów środowisk prawniczych, że do momentu prawomocnego skazania obowiązuje domniemanie niewinności wynikające z KPK, pada wyjaśnienie że prezydent, stojąc na straży konstytucji, kieruje się w pierwszym rzędzie jej zapisami, a nie treścią ustaw. Prawnicy są zbulwersowani, opozycja dławi się z wściekłości, woła o Trybunał Stanu dla prezydenta, ale de facto nie może niczego zrobić.

Akt II

28 grudnia 2015 r. prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński w programie Moniki Olejnik, indagowany w sprawie kolejnej nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, stwierdza „sędzia konstytucyjny podlega tylko konstytucji, a ona nie została zmieniona”. Kilka dni wcześniej Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego zaskarża ustawę o TK, wnosząc o rozpoznanie sprawy z pominięciem treści nowelizacji. Bo Trybunał Konstytucyjny, stojąc na straży konstytucji, kieruje się w pierwszym rzędzie jej zapisami, a nie treścią ustaw. Partia rządząca podnosi larum, że przecież obok konstytucji jest ustawa, ba, sama konstytucja w kwestiach procedowania bezpośrednio odsyła do takiego aktu prawnego.

Akt III

12 stycznia 2016 r. Trybunał Konstytucyjny orzeka nieważność uchwał Sejmu dotyczących powołań sędziów. Co prawda orzeczenie jest absurdalne, podobnie jak postanowienie o zabezpieczeniu wydane 30 listopada 2015 r., ale z racji braku środka odwoławczego – ostateczne. Na marginesie, dopiero teraz ogół zaczął dostrzegać, że gdyby Trybunał Konstytucyjny orzekł, że zgodnie z Konstytucją RP słońce jest zielone, to taki wyrok też byłby ostateczny. Partia rządząca podnosi larum, posłowie w programach telewizyjnych dławią się z wściekłości, wołają o dymisję Andrzeja Rzeplińskiego, ale de facto nie mogą niczego zrobić.

Epilog

Z czym mamy do czynienia? Przecież i wcześniej TK wydawał kontrowersyjne orzeczenia, które jeśli były nie na rękę władzy, były zwyczajnie ignorowane. Dzisiaj zamiast tę praktykę utrzymać zaczyna się z nią walczyć – a dlaczego? Ano dlatego, że partia rządząca sama wpędziła się i uwierzyła we własną narrację, wymyśloną na potrzeby doraźnego celu, jakim było zrobienie z Mariusza Kamińskiego koordynatora służb specjalnych. Albo konstytucja jest elementem całego systemu prawnego  i działamy zgodnie z systemem, albo można ją sobie wyjąć przed nawias, całkowicie samowolnie i powiedzieć „Prawo to ja”. Ale wtedy mieć pretensje tylko do siebie jeśli ktoś skorzysta z tego patentu równie skutecznie.

Jeśli instytucje podporządkowuje się pod człowieka, to w momencie gdy człowiek okazuje się słabym ogniwem upada cała instytucja. Ośmieszają się też dziennikarze i prawnicy, broniący interesów politycznych tej czy innej strony, bo choć twierdzą że walczą o praworządność, nikt trzeźwo patrzący nie da się oszukać.

Dopiero wymiana słabego ogniwa daje szansę na naprawę. Tyczy się to wszystkich osób wymienionych w tym dramacie.


 

Krzysztof Struś